11 września 2001
Mokry płaszcz
dookoła kłęby dymu
Mroczne
wspomnienia chwile
Łzy ognia spływają
po czole
W gruzach jeszcze
tli się życie
Jeszcze tylko
kilka metrów
Bez snu, liczy się
każdy kamień
W świetle
reflektorów ludzkie cienie
Spod gruzowisk
cichy krzyk
Nim ptak wzleciał
do nieba
Wyruszyły tłumy
całymi piętrami
Na wieczny lunch
do niebieskiej stołówki
Urwane telefony,
niedokończone spotkania
Symbol majestatu i
potęgi
Zatonął w
przestworzach bezradności
Nagle ktoś woła
tutaj – jeszcze żyje
Obudź się NY
wstaje nowy dzień