11 września 2001

 

Mokry płaszcz dookoła kłęby dymu

Mroczne wspomnienia chwile

Łzy ognia spływają po czole

W gruzach jeszcze tli się życie

 

Jeszcze tylko kilka metrów

Bez snu, liczy się każdy kamień

W świetle reflektorów ludzkie cienie

Spod gruzowisk cichy krzyk

 

Nim ptak wzleciał do nieba

Wyruszyły tłumy całymi piętrami

Na wieczny lunch do niebieskiej stołówki

Urwane telefony, niedokończone spotkania

 

Symbol majestatu i potęgi

Zatonął w przestworzach bezradności

Nagle ktoś woła tutaj – jeszcze żyje

Obudź się NY wstaje nowy dzień

 

______________________________________________________________

[Poprzedni wiersz] [Złamane pióro - spis treści]

© Zbigniew Barteczka

e-mail