|
Wizyta
Ja u niej?
To...
Nic złego!
Siedzę sobie
A i ona siedzi
Patrzę teraz
W bok...
Jej oczy podążają
Torem moich
Próbuję
Uśmiechnąć się
Bo uśmiech...
To jest!
Właśnie to
Co jednoczy
Uśmiechem postanowiłem
Podbić ją nagle
Szybko!
I spojrzeniem
Również...
Chciałem, bardzo
Mocno chciałem
Przełamać
Stopić!
Pozostałe jeszcze lody
Niedostępności jej!
W całym globalnym
Rozmiarze
Oczywiście
No i...
Zaczęło się
Siedzimy teraz
Naprzeciw siebie
Ciasto na stole
Aj, aj, aj...
Niebezpiecznie jest
Niebezpiecznie...
Szybko i ostrożnie
Zjadam kawałek
Piernika...
Zagłuszając ciszę, która
Z pewnością nie byłaby
Do dłuższego zniesienia
Nawet przez niewyspanego
Niedźwiedzia
Tak właśnie mijały
Długie jak trzcina
Kołysząca się
Nad trzęsawiskiem
Chwile i mniejsze
Chwileczki...
Ha, ha, ha...
Za oknami
Padał bezsensowny śnieg
Wszędzie leżał
Od kilku
Już dni
Ogromny puszysty
Dywan
Oj!
Niedobrze...
Niedobrze...
Zostałem
przyłapany
Przez wzrok
Jej
Na tym
Że myślę?
Marzyłem
Przez chwileczkę...
Byłem
Co prawda
Tylko w myśli
Tak...
Mi się
wydawało
Bliżej niej samej
Aniżeli
W tej okropnej
Rzeczywistości
Szarej...
Dzielił nas
Ogromny, wielki
Stół !
Na jego wodach
Dryfował
Okręt flagowy
Taki...
Z ostatnim kawałkiem
Tego!
Ciasta...
A ja?
Przykuty
do krzesła
Odbijałem chwilami
Błękitną piłeczkę
spojrzeń
Chociaż dookoła było
Dosyć ciekawie...
Małe wskazówki
Zegara
Obracały się
Coraz szybciej!
I szybciej...
W momencie, kiedy...
Ostatnia grudka piasku
Przeciskała się
Przez wąską
Szczelinę
Brylantowej klepsydry
Coś rzęziło
Coś nagle trzasło!
Okazało się, że
Ona wyszła!
Ot, tak -
Wyszła
I nie ma?
Jej...
Cóż teraz?
A gdzie
Ja jestem?
Nie tutaj?
Wyszedłem!
Bowiem ona także
Sobie poszła...
Nie wiedziałem, że
Nie ma!
Mnie tam, bo...
Jej też tam
Nie było...
Trzasnęły drzwi!
I znalazłem się
Na puszystym
Białym śniegu, który
jeszcze
Przed chwilą
Zza okna oglądałem
Tak, tak, tak... |
|