|
Gęba
Uciekałem przed siebie
Poprzez wiele ścian
Kąty...
Patrzyłem w dal
Odległą...
A odbicie moje
Wędrowało po brzegach?
Skierowałem dalej
Wzrok...
Na małą
Delikatną twarzyczkę
Jakże delikatną!
A zarazem tajemniczą
Lecz wzrok jej
Gonił...
Wzlatywałem wciąż
Pod sufit i na podłogę
W lampie
Ucieczkę swoją
Ujrzałem...
Lecz ona tam także
Znalazła swoje odbicie
Nagle...
Wypłoszony
Tym wydarzeniem
Postanowiłem
Zatrzymać się
Teraz...
W powietrzu
Przez minut kilka
Dokładnie trwałem
W ciszy...
Której szal
Otoczył mój wzrok
Ona zaś...
Jej oczy...
Długo nie dały spokoju
Spojrzeniu mojemu!
Postanowiłem wtedy
Gromem ostatecznym
Zmierzyć jej oczy
Z oczyma
Moimi...
Tak bez sentymentu
Gałka w gałkę
Patrzeć długo
Długo...
I dokładnie solidnie
Kiedy tak planowałem
Szybki kontratak
I wzbijałem się
Do gwiazd
Ona...
Właśnie ona!
Spojrzeniami swoimi
Nasyconymi
Dziecinną wręcz naiwnością
Czerpała swoje siły
Ze Słońca...
Tak!
Brała cienkie promienie
I plotła zeń linę, którą
Spętać mnie chciała!
Złapany w sieci oczu
Nie mogłem
Uciec...
Nie zdołałem obronić
Siebie...
Chociaż?
Znikałem stąd, nie raz
Lecz ona !
Nie wypuściła już mnie
Od tej chwili
A może momentu
Kiedy ujrzałem ją
Po raz pierwszy... |
|