* * *
po gzymsie prawdy znów balansuję
wczoraj wszystko było takie realne
o poranku zastałem zamknięte drzwi
języki krzyku przerwała wstęga ciszy
twoje dłonie w moich płoną
taksówka czeka
walizki i parasol spakowane
ukradkiem spoglądasz na zegarek
wychodzisz
pozostawiając pustą kanapę
|