* * *
na wstędze nieskończoności unosimy
podszyte strachem zwyczajne słowa
w świetle porannego skowronka
wzrastają winorośla kruchej nadziei
zatrzaśnięci w koszmarze rzeczywistości
jak samotnie tańczące arlekiny
drżącym głosem niepewnie pytamy
czy coś może ocalić naszą miłość?
|